środa, 19 marca 2014

Rozdział trzeci

-Coś się stało? –zapytałam mamę wchodząc do salonu.
-Siadaj.-Powiedziała wskazując ręką na fotel.
-Dobrze. Proszę usiadłam, a teraz mów o co chodzi mamo.  –pośpieszyłam ją.
-No więc, dostałam propozycję pracy. Jeszcze lepiej płatnej niż teraz.- powiedziała moja rodzicielka.  Moja mama zarabiała dobrze, a nawet bardzo dobrze. Więc trochę zdziwiło mnie to ze chce zmienić pracę, ale skoro mają jej płacić jeszcze więcej…
-To chyba dobrze. No nie?
-No bardzo dobrze, tylko jest jedno ale.
-To znaczy? –zapytałam wiercąc się niecierpliwie.
-Przeprowadzamy się. –zatkało mnie. Nie byłam pewna czy dobrze usłyszałam.
-Słucham? Co ty powiedziałaś? Przeprowadzamy się?!- zaczęłam się denerwować.
-Tak, kochanie. Przeprowadzamy się nad morze. Będziemy mieć własny dom, przecież zawsze chciałaś mie…
 -Czy Ty oszalałaś mamo?! –przerwałam jej.- Nie no postradałaś zmysły! Teraz?! Gdy idę do trzeciej klasy?! Teraz gdy kończę gimnazjum?!  Oszalałaś, no oszalałaś! –krzyczałam.
-Uspokój się! I zrozum tam będzie nam lepiej. –powiedziała mama spokojnie.
-Nie! Tam nie będzie nam lepiej! Co z moimi przyjaciółmi?! Mam przeprowadzić się na drugi koniec polski i tak po prostu nich zapomnieć? –nadal nie przestawałam się wydzierać.
-Nie karze Ci o nich zapominać. Kochanie zrozum mnie.
-Nie! Nie! Nie! Mamo chyba już nigdy Cie nie zrozumiem! – wrzasnęłam i pobiegłam do mojego pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Rzuciłam się na łóżko z oczami pełnymi łez. Co teraz będzie? Przecież Tu jest moje życie, mój dom, moi przyjaciele, moja szkoła.  Złapałam za telefon i wystukałam szybko nr Kariny. Dziewczyna odebrała zaraz po pierwszy sygnale.
-Tosia? Coś się stało?
-Tak! Możemy się spotkać?
-No jasne. –powiedział przyjaciółka.
-Za 5 minut pod naszym drzewem.
-Okej.
Zaczęłam się ubierać i wybiegłam z domu po raz kolejny trzaskając drzwiami. Podbiegłam do ‘naszego’ drzewa i usiadłam zakrywając twarz dłońmi. Już niedługo miałam nigdy nie wymykać się z domu wieczorami na spacery z Kariną. Miałam przestać się z nimi wszystkimi widywać. Nie wytrzymałam po policzku spłynęła mi pierwsza łza, a zaraz za nią kolejna i kolejna aż po chwili po moich policzkach spływały strumienie łez.
-Co jest Tośka?! –krzyknęła Karina podbiegając do mnie i klękając przede mną. Gdy na nią spojrzałam uświadomiłam sobie że już niedługo ją stracę. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa rzuciłam się na szyje mojej przyjaciółce tak, że omal jej nie przewróciłam. – Kurde no Tośka! W ciąży jesteś, czy co?!
-Nie…- powiedziałam przez łzy. –Właśnie dowiedziałam się że przeprowadzam się na drugi koniec polski.
-Co?! Jak to?!  Nie to nie prawda, jaja sobie robisz co nie?- powiedział Karina patrząc mi prosto w oczy. Zauważyłam że w jej pięknych oczach gromadzą się łzy.
-Niestety, nie. –powiedziałam.
-Ale co ja bez Ciebie tu będę robić?
-A co ja będę robić tam bez Ciebie i bez chłopaków?
-Kiedy wyjeżdżacie? –zapytała, a po jej policzkach popłynęły przeźroczyste krople.
-Jeszcze nie wiem, mama nie zdążyła mi tego powiedzieć, bo się na nią wydarłam i trzasnęłam drzwiami.
-Może to jeszcze nie przesądzone? Może twoja mama jeszcze zmieni zdanie?
-Nie sądzę. Wydaje mi się że to już postanowione. Ciekawi mnie tylko czemu dopiero teraz mi o tym powiedziała.
-Wiesz. Sądzę że powinnaś iść i z nią o tym porozmawiać. Na spokojnie.
-No chyba powinnam.
-To leć i jak coś to dzwoń o której chcesz. –powiedziała dziewczyna wstając pomagając mi się podnieść.
-Dzięki. –powiedziałam.
-Za co? –zapytała zdezorientowana dziewczyna.
-Za wszystko. Za to że jesteś.
-Głupia, nie masz za co dziękować –powiedziała rzucając mi się na szyję.
***
Weszłam do domu, tym razem nie trzaskając drzwiami tylko spokojnie je zamykając. Zdjęłam buty, wzięłam głęboki wdech i udałam się do salonu.  Na jednym z foteli siedziała mama z nogami podciągniętymi do klatki piersiowej.
-Przepraszam. –powiedziałam.
-Okej. Doskonale Cie rozumiem. Masz tu przyjaciół, szkołę dom. Nie chcesz tego stracić.
-No , tak, ale to i tak mnie nie usprawiedliwia. Nie powinnam była tak się unosić.
-Nie szkodzi.
-Mamo, ale czy to już pewne? Nie da się odkręcić?
-Niestety w 99% pewne.
-Kiedy? –spytałam spuszczając wzrok na poje skarpetki.
-Za tydzień. –odparła mama. Tydzień… Tylko tak mało czasu na pożegnanie się z przyjaciółmi.  Obróciłam się na pięcie i wyszłam z salonu kierując się do łazienki. Spojrzałam w lustro i ujrzałam w nim zupełnie nie znana mi dziewczynę.  Zaczerwienione oczy. Roztrzepane włosy. Blada cera. Niestety, to byłam ja. Przemyłam twarz zimną wodą i umyłam się od razu żeby już tu nie wracać i udałam się do swojej sypialni. Przebrałam się w pidżamę i usiadłam na łóżku z laptopem na kolanach. Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu mojej torby.  Leżała na krześle od biurka. Musiałam więc zejść z łóżka. Wyjęłam z niej mój aparat, a z niego kartę pamięci i wróciłam do łóżka. Wgrałam szybko zdjęcia z dzisiejszego wypadu i zaczęłam je oglądać. Śmiałam się  z naszych min i za razem płakałam z powodu nadchodzącej nieubłagalnie przeprowadzki i rozłąki z przyjaciółmi.

wtorek, 18 marca 2014

Rozdział drugi


Na miejsce dojechałyśmy w krótkim czasie. Przed domem Olafa już stali obaj chłopcy oparci o swoje rowery. Gabryś miał na sobie dżinsowe rybaczki i koszule w kratę. On zawsze potrafił się dobrze ubrać. Na nogach tak samo jak ja miał vansy, a na głowie oczywiście full cap z New Ery. Olaf był ubrany podobnie jednak on, nie miał czapki oraz zamiast vansów miał na nogach granatowe conversyKoszula Olafa podobała mi się bardziej niż Gabrysia, ponieważ była taka bardziej żywa.  Dopiero gdy Karina rzuciła się na szyję swojemu chłopakowi zwróciłam uwagą na to w co ona była ubrana. Na głowie miała zawiązaną czerwoną bandanę, na sobie krótkie dżinsowe spodenki, bluzkę z flagą USA oraz na nogach miała najeczki.  
-Hej.- przywitał mnie Gabryś przytulając mnie.
-Siemka. – odpowiedziałam mu.
-Gołąbeczki długo jeszcze? –zwrócił się chłopak do czule witającej się obok nas pary.  
-Oj no nawet przywitać się nie można. – fuknęła żartobliwie Karina. –Jedziemy?
-No, jedziemy, jedziemy. Tylko gdzie? –zapytałam świdrując Gabrysia wzrokiem.
-Niespodzianka . – opowiedział chłopak uśmiechając się zawadiacko i puszczając oczko do Olafa.
-Dobra jedziemy. –zarządził Olaf. Wsiedliśmy na rowery i ruszyliśmy za Gabrysiem.
-Hej!  Zajedziemy do sklepu?  Musze kupić jakieś picie. –powiedziałam.
-Właśnie ja też chętnie bym kupiła jakiś napój. Bo znając was to spędzimy tam dużo czasu. –Dodała Karina.
-Okej. To jedziemy do biedronki.  – skwitował wszystko Gabryś.
Za dosłownie 5 minut byliśmy już pod supermarketem. Do środka weszłyśmy tylko ja i  Karina. Chłopcy zostali pilnować rowerów.  Kupiłyśmy sobie po butelce wody oraz 2 paczki chipsów. Uwinęłyśmy się szybko i za chwile byliśmy już z powrotem koło chłopaków.  Moją wodę wsadziłam do plecaka Kariny, ponieważ aparat zajmował większość miejsca w mojej torbie. Wyjechaliśmy z Ełku. Jechaliśmy jeszcze kawałek i wreszcie naszym oczom okazał się las. Wjechaliśmy w głąb piaszczystą drogą. Nagle Gabryś się zatrzymał i zszedł z roweru.
-To już?- zapytałam wymieniając zdziwione spojrzenia z Kariną. Tu nawet nie dochodziło słońce.
-Nie. Dalej idziemy z buta. –powiedział Olaf i razem z Gabrysiem zaczeli się śmiać.
-Mam pytanie. –ich śmiech przerwała Karina. – Co z rowerami?
-Zostawiamy je tu. –odparł Gabryś.
-Jak to? Zgłupieliście?! A jeśli ktoś je ukradnie? Ja nie mam zamiaru wracać z buta do domu. -
-I właśnie dlatego wziąłem to. – odezwał się Olaf wyciągając z plecaka zapinkę do roweru. Była ona wystarczająco długa żeby przypiąć do jakiegoś chudego drzewa cztery rowery. No i tak się stało musieliśmy przemierzyć nie wiadomo jak długi odcinek lasu na piechotę. Szliśmy przez różne chaszcze odgarniając sobie drogę rękami przede mną szedł Gabryś, a za mną Karina z którą toczyłam konwersacje. Nagle dostałam  po twarzy gałęzią i usłyszałam śmiech mojego przyjaciela.
-Dzięki! –krzyknęłam wkurzona.
-Przyjemność po mojej stronie.- odpowiedział rozbawiony chłopak. Ofuknęłam go i wróciłam do rozmowy z Kariną. Zauważyłam po chwili ze z naprzeciwka dochodzą jakieś dziwne blaski i słychać szum.
-Dobra już jesteśmy. –powiedział przyjaciel dzięki któremu przed chwilą poczułam na twarzy liście jakiegoś krzewu. Rozchylił ostatnie gałęzie i naszym oczom ukazał się brzeg jeziora.  Miejsce to wyglądało dzisiaj magicznie. Promienie słońca odbijały się w falującej tafli wody co stwarzało wrażenie tysiąca małych iskierek tańczących po powierzchni wody. Na dodatek było tam bardzo przytulnie. 
-Wow. –powiedziałam.
-Wielkie wow. –zawtórowała mi Karina.
-No widzicie warto było tyle iść. Prawda? –powiedział Gabryś wyraźnie zadowolony z siebie.
-Warto, warto. –powiedziałam. Wyjęłam z torby ręcznik i rozłożyłam na trawie, by potem na nim usiąść.  Mój aparat od razu został przejęty przez Karinę. Jak zawsze. Nie przeszkadzało mi to. Siedziała i cały czas robiła wszystkim i wszystkiemu zdjęcia. Ja leżałam na brzuchu i rozmawiał z chłopakami.
-Dziękuję .- powiedziałam do Gabrysia zabierając mu jak zwykle czapkę.
-Proszę. –powiedział przyjaciel i wszyscy się zaśmialiśmy.  Czas leciał nam tam zaskakująco szybko, popływaliśmy, poopalałyśmy się i trzeba było się zwijać. Droga powrotna wydawała się krótsza. Pod domem Olafa pożegnaliśmy się z chłopakami i ja z Kariną ruszyłyśmy w stronę mojego domu, ponieważ ona mieszkała na przeciwko mnie.  Zaprowadziłyśmy Rowery do garaży i także się pożegnałyśmy.
Raźnym krokiem wmaszerowałam do domu. Mama siedziała w salonie. Chciałam przejść od razu do mojego pokoju, jednak chyba mnie usłyszała bo krzyknęła.
-Tosia możesz tu przyjść? Musimy pogadać.  

poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział pierwszy

Gdy weszłam do pokoju po długim wakacyjnym dniu, spędzonym z przyjaciółmi rzuciłam się na łóżko. Byłam tak zmęczona ze nie miałam na nic ochoty.  Leżałam tak chwile wpatrzona w sufit, aż wreszcie z transu wyrwał mnie dźwięk sygnalizujący przyjście sms’a. Leniwie podniosłam się z łóżka i zaczęłam grzebać w torbie w poszukiwaniu telefonu.  Na wyświetlaczu widniał napis „ 1 nowa wiadomość od: Gabryś” .
Jutro wycieczka rowerowa! Tylko się wyśpij Mała.
No cudownie czyli jutro znów wrócę do domu padnięta jak pies. Ale przynajmniej nie będzie nudno.  Ciekawiło mnie co oni znowu wymyślili i gdzie tym razem nas zaciągną. Postanowiłam wiec dzisiaj położyć się szybciej spać. Była już prawie 21. Chwyciłam więc moje spodnie od pidżamy oraz luźną bluzkę i udałam się do łazienki. Wlałam do wanny letniej wody, bo choć uwielbiałam gorące kąpiele dzisiaj było zdecydowanie na taką za ciepło. Szybko się wykąpałam i już niedługo leżałam w moim łóżeczku. Z zaśnięciem nie było trudno. Byłam tak padnięta ze oczy zaczęły mi się zamykać już po kilku minutach.
***
Obudziły mnie promienie słońca przedostające się do mojego pokoju przez szyby dużych okien. Niechętnie otworzyłam oczy. Spojrzałam na zegarek była godzina siódma. Przeciągnęłam się leniwie i usiadłam na łóżku podkulając nogi do klatki piersiowej. Dobra, leniu! Marsz do łazienki. –rozkazał mi mój wewnętrzny głos. Posłuchałam się więc go i szybko wykonałam to co mi nakazał. Zgrzebałam się z łóżka i poczłapałam w stronę łazienki. Zebrałam wszystkie włosy w niedbałego koka żeby ich nie zamoczyć podczas mycia i zabrałam się za to po co tu przyszłam. Nałożyłam na szczoteczkę sporą ilość pasty i zaczęłam szorować moje ząbki. Zrobiłam to sprawnie. Wymyłam twarz oraz oczyściłam ją tonikiem i wróciłam z powrotem do pokoju. Otworzyłam swoją dużą szafę i zaczęłam zastanawiać się co założyć. Jechaliśmy rowerami i z tego co mi się wydawało dzisiaj miało być też upalnie tak jak wczoraj. Postanowiłam włożyć więc szorty z flagą USA i szarą tunikę bez rękawka. Pod spód postanowiłam założyć też strój kąpielowy, ponieważ nie wiedziałam gdzie jedziemy. Przezorny zawsze ubezpieczony.-pomyślałam. Zaplotłam sobie szybko kłosa na bok. Opróżniłam moją torbę i zaczęłam zastanawiać się co ze sobą zabrać. Wrzuciłam do niej mój ręcznik oraz portfel by po drodze zajechać do sklepu po napój. Chwyciłam za telefon, powiesiłam sobie torbę na ramie i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Weszłam do salonu w którym siedziała mama pochłonięta oglądaniem programów kulinarnych. Ściany tu były koloru żółtego co sprawiało że pokój wydawał się bardziej żywy. Na środku stała prostokątna ława, a przy niej 2 fotele i kanapa naprzeciwko na dębowym regale, który ciągnął się przez prawie całą długość ściany stał telewizor.
-Hej- odezwałam się.
-Cześć skarbie – powiedziała nie odrywając wzroku od telewizora.
-Przepraszam już Ci nie przeszkadzam. Chciałam tylko powiedzieć że wychodzę. –rzuciłam przechodząc z salonu do kuchni i chwytając z koszyczka z owocami czerwone jabłko.
-Gdzie lecisz? –krzyknęła nie zauważając że zdążyłam już wrócić do salonu.
-Jedziemy na wycieczkę rowerową .
-Okej. Miłej zabawy. –powiedziała odrywając się wreszcie od telewizora i posyłając mi czuły uśmiech.
-Dzięki.
Poszłam jeszcze na chwilę do swojego pokoju i chwyciłam z biurka moją ukochaną lustrzankę. Wsadziłam ją do torby i wymaszerował z pokoju chwytając jeszcze po drodze krem z filtrem, ponieważ nie miałam najmniejszej ochoty znów zjarać się tak jak rok temu.  W korytarzu nałożyłam na nogi moje vansy i ruszyłam w stronę drzwi
-Pa mamo! –krzyknęłam otwierając je.
-Cześć Kochanie! –odkrzyknęła mama.
Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi usłyszałam dźwięk mojego telefonu.
-Tak? –zapytałam.
-Ja jestem już pod twoją klatką. –usłyszałam głos Kariny.
-Okej. Ja właśnie schodzę.
-Spoko. Wiesz jestem dla ciebie tak dobra ze zaszłam do Twojego garażu i przyprowadziłam Twój rower.
-Dziękuję.
-Jest za co.- dziewczyna zaśmiała się i rozłączyła.  Przed klatką oczywiście tak jak powiedziała, czekała już na mnie przyjaciółka.
-Siemaa .
-No cześć- powiedziałam biorąc od niej mój rower.
-To jedziemy po chłopaków. – powiedziała Karina wsiadając na rower. Ja również wsiadłam i zaraz potem byłyśmy już w drodze do domu Olafa gdzie miał być też Gabryś.



Rozkręcam się dopiero, ale mam nadzieje że wam się choć trochę spodobało.  ;)